Słowacja-the fairy tale country

Miejsce: Súľovské skaly, północno-zachodnia Słowacja 
Szlak turystyczny: łatwy
Wysokość nad poziomem morza: 660
Długość trasy: 4,5 km
Czas: 1h 40min
Mapa

Cudowny górski klimat obojętnie w której części kraju się znajdujesz, wspaniałe jedzenie z najlepszym piwem na świecie w towarzystwie szalonych i gotowych na wszystko słowaków powoduje, że Słowacja to zdecydowanie najlepsza destynacja na moje wakacje! Myślę, że to dzięki tej wyjątkowej kombinacji zawdzięczam mój najleszy wypoczynek właśnie w tym kraju. Nie ma lepszgo miejsca na wakacje niż cudowna, dzika i beztroska Słowacja!

W czerwcu najlepiej udać się do miasteczka skalnego i wybrać się na wycieczkę do Súľovské skaly  czyli Gór Sulowskich położonych na północnym-zachodzie Słowacji oddalonych zaledwie 25km od Żyliny. Z racji tego, że zawsze spędzamy pare dni w Żylinie postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę z całą rodzinką Zdena właśnie w te góry.

Góry Sulowskie charakteryzuje nietypowa budowa zlepieńcowa, która na skutek erozji działalności wiatru i deszczu tworzy grzyby i wieże skalne, formując sofistykowane iglice w skałach wraz z oknami i bramami skalnymi, które oddzielają od siebie głębokie wąwozy, rozpadliny i doliny. Bajka!

Idąc w góry z całą rodzinką nieuniknione są przygody i śmieszne wydarzenia z których jeszcze długo się śmiejemy. Otóż, tego dnia miłam pożyczone buty od Lindy, które już po pierwszych 15 minutach wycieczki strasznie mnie obtarły. Oczywiście szalony i nadopiekuńczy mój Zdeno aka Janosik postanowił się poświęcić i dał mi swoje buty, również obcierając sobie nogi. Oboje szliśmy kuśtykając i spowalniając całą rodzinkę, przy tym śmiejąc się tak że dodatkowo utrudnialiśmy i tym samym wydłużyliśmy sobie wyprawę.

Trasa była bardzo przyjemna. Stromo ale szybko doszliśmy na szczyt, gdzie widoki na panoramę miasta skalnego i dolinki Sulowskiej były wspaniałą nagrodą za obtarte pięty i obolałe od śmiechu brzuchy!

GorąZawsze jak zejdziemy z gór udajemy się do karczmy zaspokajając napierw pragnienie zimniutkim, świeżutkim piwkiem a później nasycając się słowackimi przysmakami. Tym razem były to bryndzowe haluszki z boczkiem. Niebo w gębie. Uwielbiam kuchnię słowacką. Gorąco polecam!