Nowe życie- czyli co zmieniło dziecko

Przesądy

Odkąd pamiętam wiele osób często powtarzało: Gosia lepiej teraz podróżuj, ŻYJ CHWILĄ i wykorzystaj ten czas póki go masz, bo jak przyjdą dzieci to już nic nie zrobisz. Wszystko się zmieni. Nigdzie nie pojedziesz. O górach możesz zapomnieć. Pasję schowasz do szuflady na najbliższe 15 lat. Prawie im uwierzyłam. Zawsze bardzo chciałam mieć dziecko, ale takie komentarze mnie dołowały. Przyznam, że nie miałam pojęcia co nas czeka po narodzinach naszej córki. Jednego byłam pewna, nie chciałam aby moja rola żony, córki, siostry, przyjaciółki zakończyła się z dniem narodzin mojego dziecka. Bardzo zależało mi, żeby przez moje dziecko nikomu nie dać odczuć, że jest mało ważny i że już go nie potrzebuję. A najbardziej mojemu najukochańszemu mężowi. Od początku chciałam, żeby nasze relacje nie ucierpiały na tym ale się wzmocniły.

Macierzyństwo

„Kiedy decydujesz się na dziecko, zgadzasz się na to, że od tej chwili Twoje serce będzie przebywało poza Twoim ciałem” – Katharine Hadley

Najpiękniejszy dzień w moim życiu dokonał się w sobotę 12 października 2019 o godz. 21.10 przyszła na świat nasza córeczka Vivian.👶 Malutki człowieczek, który nadał nowy wymiar MIŁOŚCI i wypełnił ją przeogromną gamą uczuć. Od tej pamiętnej soboty słowa szczęście, miłość, radość i duma połączyły się w jedno eksplodujące uczucie. Nie da się opisać słowami tego uczucia, bo słowa to za mało. W dniu narodzin nazwaliśmy ją princess of the wilderness, chcąc tym samym aby była członkiem naszej outdoor’owej rodzinki.

Oczekiwania vs. prawdziwe życie

Z przyjściem narodzin Vivianki, miłość i stres o tę maleńką kruszynkę, rosną z każdym nowym dniem. Zrozumiałam, że bezgraniczna miłość wiąże się niestety z ogromnym stresem. Ale nie miałam pojęcia, że będzie on tak duży. Dopiero jak stałam się mamą to zrozumiałam na czym polega matczyna miłość. Nigdy tak bardzo nie bałam się o nikogo, jak o moją malutką córeczkę. Do tego stopnia, że bałam się spać pierwsze tygodnie jej życia u jej boku, bojąc się czy nic jej się nie stanie.

Okres po narodzinach Vivianki był zarówno bardzo piękny, jak i bardzo ciężki. Pierwsze sześć tygodni uważam za najtrudniejsze. Było mało snu. Dużo stresu o tę maleńką istotkę, której oddałabym wszystko. Karmienie było moim głównym zadaniem od rana do rana, 24h na dobę. Miałam wrażenie, że przyrosnę do sofy, a Vivi do mnie. Niesamowicie piękne uczucie. W życiu nie umiałabym sobie wyobrazić tylu emocji, które towarzyszyły mi podczas każdego karmienia. Ten czas już na zawsze zostanie w mojej pamięci. Dla mnie to jedna z najbardziej magicznych i uroczych doświadczeń jakie mogłam przeżyć na tej Planecie. Natura również pomogła spotęgować te przeżycia, bo w tym samym czasie panowała straszliwa “Mørketida” czyli długie i ciemne noce polarne, wichura i codzienne sztormy. Idealny moment na zamknięcie wszystkich ludzi Północy w swoich domach. Czas kiedy mieszkańcy żyją na zwolnionych obrotach. Śpi się dużo i relaksuje w zaciszu swoich czterech ścian, w świetle świeczek i chilloutowej muzyki. Po sześciu tygodniach wróciłam na pierwsze treningi na siłowni i powoli moje życie zaczęło przypominać stare rutyny. A po trzech miesiącach nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zaczęło być o niebo łatwiej. Vivianka zaczęła przesypiać całe noce. My ze Zdenem zaczęliśmy mieć więcej energii, więcej sił dla samych siebie, dla nas obu. W końcu w lutym znowu wyszło słońce, to na dworze i to w naszym domu.

Podróże

Podziwiam wszystkich rodziców, którzy podróżują z dziećmi w pierwszych trzech miesiącach ich życia! Dla nas było to zupełnie nie do pomyślenia. Wyszliśmy z założenia, że Vivianka jest zbyt mała żeby narażać ją na jakiekolwiek loty, czy długą podróż w samochodzie. Bo nie oszukujmy się każda jedna podróż męczy dorosłych ludzi, a co dopiero takie maleństwo. Jak Vivi miała 4,5 miesiąca dopiero zrealizowaliśmy nasz pierwszy wyjazd. Pojechaliśmy do mojego ukochanego placu zabaw- czyli spędziliśmy cały, marcowy tydzień na Lofotach! Wtedy był to dla nas po prostu milestone. Ogromna zmiana, która wpłynęła bardzo pozytywnie na nas wszystkich. Odwiedzili nas wtedy również moi rodzice, którzy niezmiernie nam pomagali. Codziennie chodziliśmy na małe wycieczki i mikro-ekspedycje w urokliwych warunkach zimowych Lofotów. I wtedy w końcu z powrotem zaczęliśmy RAZEM robić to co kochamy. Zaczęliśmy chodzić na skitury, biegówki i trekkingi zupełnie sami. Myślę, że tego najbardziej mi brakowało przez ten czas połogu i nowej sytuacji związanej z narodzinami naszej kochanej Vivianki. Czas długich, ciemnych, sztormowych i nieprzespanych nocy, nagle zamienił się na słoneczną radość na białym puchu w końcu w towarzystwie drugiej osoby, która mimo iż cały czas była przy mnie, brakowało mi jej najbardziej.

Korona

Sytuacja z koronawirusem paradoksalnie ułatwiła  nam całą sytuację. Mój tata wrócił ostatnim samolotem do domu przed ogłoszeniem pandemii, podczas gdy moja mama została u nas. Zamiast być 4 tygodnie, była prawie 4 miesiące. Dla nas był to niezastąpiony czas. Czas kiedy babcia mogła spędzić niezapomniane chwile ze swoją wnuczką. I czas na nasze hobby i pasje. Czas na zbalansowanie niezbalansowanego przez tą nową sytuację życia. Czas na nas i outdoorlife. Czas na friluftsliv. Bywało, że chodziliśmy ze Zdenem parę razy w tygodniu na biegówki. Później zaczęliśmy brać Viviankę. Jej pierwsza wyprawa na biegówki odbyła się jak miała 5 miesięcy. Dawno nic nie przysporzyło mi tylu emocji na raz. Niesamowite uczucia.

Mikro-wycieczki

To właśnie dzięki temu, że moja mama była cały czas z nami mogliśmy pozwolić sobie na outdoorlife. Zaczęliśmy więcej podróżować. Byliśmy tydzień na nartach w przepięknym Eldorado dla miłośników biegówek w Sulis. Pojechaliśmy na wiosenną wyprawę na Lofoty. Byliśmy na słonecznej wyspie Kjerringøy. A teraz wróciliśmy z tygodniowej wyprawy z serca gór Viskis położonych koło Parku Narodowego Junkerdal. Nie pokonujemy najtrudniejszych szlaków. Nie zdobywamy najwyższych szczytów. Chodzimy RAZEM po górach i razem spędzamy czas. Nasza córeczka nie nosi na co dzień sukienek, ale wełniane ubrania, chodzi z nami po górach, śpi w chatkach w środku dziczy w dni polarne i ogląda dzikie zwierzęta.

Czas wolny

Jasne, że nie mamy już tyle czasu wolnego co kiedyś. Ale dzięki temu jesteśmy lepiej zorganizowani. Nie tracimy czasu na pierdoły, ale priorytetujemy obowiązki i przyjemności. Staramy się na zmianę spędzać czas z Vivianką, żeby druga osoba mogła zrobić coś dla siebie. Natomiast wspólne posiłki i wycieczki w góry robimy zawsze razem i prawie codziennie. A co najważniejsze to zdecydowaliśmy się aby ten czas, który teraz mamy wycisnąć jak tylko możemy i wykorzystać go do granic możliwości. Podjęliśmy decyzję, że oboje bierzemy równocześnie bezpłatny, trzymiesięczny wychowawczy, tylko po to byśmy razem, w trójkę mogli wolniej żyć. Żyć prosto w naturze. Vivi. Zdeno. Ja i ta cudowna, norweska natura. Chcemy w pełni wykorzystać pierwsze miesiące życia Vivianki. Bo ten czas razem jest bezcenny. Nikt już nam go nie odda.

Vivi gotowa na świat

Po co to wszystko? Bo obcowanie z naturą jest bardzo istotne dla naszej rodziny. Dlatego razem z naszą Vivi planujemy całe wakacje spędzić w górach. Głównie po to aby Vivianka mogła “nawiązać” kontakt z naturą w pierwszym roku swojego życia. Większość badań podkreśla jak korzystnie wpływa obcowania z przyrodą na rozwój dziecka i jak ogromne znaczenie ma w budowaniu relacji całej rodziny. A my chcemy doświadczyć na własnej skórze czy da się żyć własnymi pasjami, (nie rezygnując z nich!) w momencie przyjścia pierwszego dziecka na świat.

FUNDAMENT

Ponadto wychodzimy z założenia, że natura zapewnia wszystkie potrzeby człowieka, i jest niezbędna do harmonijnego rozwoju każdego dziecka. Dostarcza głębokich przeżyć i budzi zainteresowanie wszystkim, co się porusza, żyje, zmienia. Dlatego bardzo nam zależy aby poprzez AKTYWNY kontakt z przyrodą rozbudzić w Vivian chęć jej poznania i wykształcić u niej właściwy stosunek do wszystkiego, co żywe, obudzić ciekawość środowiska przyrodniczego oraz wyrobić nawyk spędzania czasu wolnego w naturze, w górach, lesie, nad jeziorem. Tym samym stworzyć fundamenty i stopniowo doprowadzić do zrozumienia przez nią stanowiska i roli człowieka w przyrodzie.

FILM

Tym samym chcemy odciąć się od natłoku codziennej fali niepotrzebnych bodźców dostarczanych z miasta. Bo chcąc czy nie, żyjemy w świecie zurbanizowanym, gdzie ponad 60% ludzi na ziemi mieszka w miastach i aglomeracjach, tworząc swoją, niestety betonową planetę. Poprzez ten wspólny czas w górach chcemy zobaczyć czy świeżo upieczona rodzinka jest w stanie chodzić po górach z bobasem i żyć w takich prostych warunkach, żyć friluftsliv na co dzień. Jesteśmy bardzo ciekawi o jakie refleksje będziemy bogatsi, dlatego z tego wyjątkowego dla nas czasu chcemy również zrobić film.

Mam nadzieję, że po tych wakacjach i tym wspólnie spędzonym czasie odpowiem Wam i sobie na pytanie czy wszyscy co mówili, że życie skończy się wraz z nadejściem dziecka mieli rację. A Ty co myślisz? Co jest dla Ciebie ważne w wychowywaniu dzieci? Który czas był dla Ciebie najcięższy?

Pozdrawiam serdecznie💛

P.s. Wpis został stworzony we współpracy z polskim producentem WickerPL. Jeśli podobają Ci się ich wiklinowe produkty serdecznie zapraszam na ich stronkę z naturalnymi w 100% i cudownymi produktami! LINK do stronki: KLIKNIJ TU

P.s. Firma WICKER.PL to polska, rodzinna firma, która działa już od 30 lat na terenie przepięknego Podkarpacia! Wyplatają i uprawiają lokalnie wiklinę, podtrzymując  ponad 200 letnią tradycję tego rękodzieła, którą zainicjował na tym terenie austriacki hrabia Ferdynand Hompesch. W swoim DOMU RZEMIEŚLNICZYM posiadają niesamowicie bogaty asortyment w 100% naturalnych i ręcznie robionych produktów z wikliny polskiej, które moim zdaniem są o wiele piękniejsze na żywo niż na zdjęciach. Ponadto, wszystkie produkty można zamawiać na terenie całej Unii Europejskiej i jak widzicie również Skandynawii. Mina Vivianki, która dostała swój pierwszy wiklinowy wózek z lalką Zosią w środku BEZCENNA!! Po więcej informacji zapraszam na ich stronkę WICKER.P